Cicho u mnie na blogu ale już wspominałam, że mam bardzo zajęty miesiąc (przeprowadzka - uroki życia na emigracji). Chcę jednak pokazać coś z mojego archiwum - domek dla mojego Juliana :). Koszyk i tak planowałam pokazać, tylko zastanawiałam się kiedy - teraz nadarzyła się okazja... i to nie dlatego że "łatam" blogową dziurę - ale o tym wkrótce :)
Większość zdjęć dosyć starych i spontanicznych więc przepraszam za jakość, pogoda też nie ułatwiała mi fotografowania ;/
Oj trochę musiał się naczekać na swój domek bo ja miałam wtedy jakaś niemoc w sobie i brak chęci na papierową wiklinę, ale jak się już zabrałam to dzielnie mi towarzyszył i "pomagał" na każdym etapie powstawania domku :)
(Nawet miałam stworzyć tutorial z tych zdjęć ale za dużo błędów zrobiłam...w sumie bezsensu robić tutorial jak się coś robi pierwszy raz...)
podczas przygotowywania rurek (jeszcze "gówniarzem" był ;) )...
testował na bieżąco (tak w razie jak bym miała coś poprawić)...
szył ze mną poduszkę...
i sprawdzał czy wygodna...
oraz najważniejsze; korzysta ze swojego koszyka! :) (ale sporadycznie, ha!)
czasem w dziwnych pozycjach...
ale najczęściej korzysta z "dobudówki" w postaci Jego (za)małego tunelu który znalazł tu idealne zastosowanie :) Piórka to szczątki jego zabawki ;)
Miał czas że w ogóle nie wchodził do domku, ale trochę podstępem (czytaj kocimiętką) udało się Go namówić na częstsze wizyty i teraz jest lepiej...choć oczywiście środek łóżka w środku nocy jest najwygodniejszy :)) Taki koci sposób myślenie ;)
Żeby nie było.... czasu za bardzo na moje robótki nie mam, ale każdą wolną/możliwą chwilę wykorzystuje na przygotowania ;)
Niestety umiem tylko kręcić na stole, więc musiałam sobie wykombinować podkładkę. Jest osoba która nauczyła się sposobem na stole, a później opanowała "w powietrzu" albo na odwrót? Pytam z ciekawości bo mi to nie wychodzi :)
Do "zobaczenia" (mam nadzieję) za niedługo ;)
M.
Domek rewelacja, a taaaka pomoc jest bezcenna. Kotek uroczy. Podziwiam, że potrafisz kręcić rurki w samochodzie. Ja należę do tych co w domu na stole. Pozdrawiam serdecznie :-)
OdpowiedzUsuńDziękuję :) Rurki w samochodzie kręciłam pierwszy raz, nawet wygodnie było chociaż musiałam na podkładce kręcić ;)
UsuńPiękne i wygodne mieszkanko! Julian może porządnie wypocząć przed następnymi wyzwaniami wikliniarskimi, które przed nim postawisz... Ja jestem w tej gromadce, która nie kręci rurek na stole; a w ogóle to wydaje mi się, że na stole trudniej.
OdpowiedzUsuńWyzwanie wikliniarskie to ja mam...gdy korzystam z okazji jak śpi i mi rurek nie maltretuje :)) Mi z kręceniem wydaje się na odwrót :) pewnie tak każdy ma kto się nauczył jednym sposobem i nie umie drugim, chciałabym się nauczyć w powietrzu bo to chyba wygodniejsze choćby w podroży ;)
UsuńPrzeprowadzki są czasochłonne, ale i ekscytujące :)
OdpowiedzUsuńDomek dla kotka bardzo mi się podoba! Jego wyrób chyba także czasu potrzebuje :)
Pozdrawiam, Marta
Dziękuję :) Trochę czasu go robiłam bo na raty, ale warto było:)
UsuńNo i wyszedł domek z historią, czyli podwójnie cenny i bardzo fajny:) A co do kręcenia to ja niby opanowałam już sposób powietrzny, ale i tak na stole idzie mi lepiej i zdecydowanie szybciej, myślę że wszystko jest kwestią treningu. Pozdrawiam:)
OdpowiedzUsuńHistoria taka niespodziewana :)
UsuńCzyli da się nauczyć inaczej skręcać - trzeba zacząć ćwiczyć :)
Kotek dostał świetny domek, i to piętrowy :) Ja też mam w domu trzech takich mruczących pomocników, najbardziej lubią rurki podgryzać, sprawdzą każdy świeżo wypleciony koszyk, czy jest wygodny :)
OdpowiedzUsuńOj mój też podgryza mi rurki. Przeważnie kręcę i plotę jak śpi bo tak to mam pewność że nie będzie mi przeszkadzał:) Nie wiem jak by to było jak bym miała trzech takich artystów:))
UsuńO jaki świetny domek i piękny, milutki lokator:)
OdpowiedzUsuńHa, ja nawet nie wiem jak można kręcić rurki na stole bo ja zawsze w powietrzu:)
A ja żałuję że nauczyłam się na stole bo teraz ciężko nauczyć się inaczej :)
Usuń